Dobrnęłam do końca.Wczoraj, 28.10 o godzinie 17.30 obroniłam swoją pracę magisterską.Jak już zdążyłam zauważyć, tytuł ten niewiele wniósł w moje życie, aczkolwiek jestem dumna,że udało mi się, że ten etap jest juz zakończony.Po wielu trudach napisałam,oddałam,obroniłam.Nie obyło się bez tygodnia nauki, marudzenia(biedny D...) i czarnych myśli.Okazało się jednak,że nie taki diabeł straszny.Sama obrona okazała się miłym doświadczeniem,a panująca na niej atmosfera mile zaskoczyła.Siedząc przed szanowną komisją jednak nachodziły mnie dziwne myśli.Miałam ochotę roześmiać się z urządzonego dla niej "poczęstunku",który pozostawiał wiele do życzenia, a potem z dedykacji, którą promotor złożyła mi na pracy magisterskiej:"na pamiątkę miłej współpracy". Że jakiej pytam?!:D
Tak więc to już koniec tego etapu.Poproszę teraz pracę na poziomie i będzie cudownie.
Tymczasem?Jestem zadowolona z życia,chyba jak nigdy dotąd.We wszystkim co robię od rana odnajduję radość.I kocham ten stan!